Siódmy

Zaraz po wykładach pojechała do swojego mieszkania i przebrała się w bardziej praktyczne ubrania po czym chwyciła za plecak przygotowany poprzedniego dnia i oficjalnie wyjechała do SPA.

Oficjalnie. Bo w praktyce już w siadając w samochód przypominała sobie adres Brandona Gordona i pół godziny później parkowała na właściwej ulicy. Mimo wszystko musiała się jeszcze upewnić, że dotarła do celu. Dlatego poczekała parę minut, aż w końcu obiekt wyłonił się z jednej z kamienic. Bingo, pomyślała wciskając pedał gazu. Wzrokiem odszukała pensjonat, który znalazła wcześniej w internecie. Uśmiechnęła się pod nosem. To był jej szczęśliwy dzień, a los zdecydowanie sprzyjał.

Zameldowała się na inne nazwisko, jedne z tych, które używała w takich sytuacjach. Pani w recepcji bez podejrzeń przyjmowała wszystko co jej powiedziała. Była tam przejazdem i w Cambridge zatrzymała się tylko na parę dni. Scenariusz, który był możliwy w prawdziwy życiu. No i co więcej, właściwie nie kłamała. Naprawdę przyjechała tam na parę dni. Fakt, że już trochę mieszkała w Cambridge był tylko drobnym niedomówieniem. Tego właśnie nauczył ją Tom. Kłam, ale trzymaj się jak najbliżej prawdy. Bądź wiarygodny.

Odebrała klucz i weszła do swojego pokoju zamykając drwi na klucz. Musiała się przygotować. Z torby wyciągnęła laptopa i włączyła go. Szybko odnalazła właściwy plik i kliknęła parę razy myszką. Hotelowy pokój zalały łagodne dźwięki gitary i ciepły głos wokalisty The Calling. Uśmiechnęła się pod nosem i poszła wziąć szybki prysznic, po którym jak zawsze dokładnie spłukała brodzik tym samym pozbywając się śladów. Czysta i pachnąca mogła w końcu przejść do realizowania planu A. 

***

Tego samego dnia wieczorem miała już wszystkie potrzebne informacje. Portier w kamienicy Gordona ma przerwy o trzynastej popołudniu i o dwudziestej pierwszej. Ją interesowała ta druga pora. Parę minut przed dwudziestą pierwszą ubrała się w czarne spodnie, niebieską koszulę, a na włosy włożyła blond perukę, w którą wcześniej się zaopatrzyła. Spojrzała w lustro i z zadowoleniem stwierdziła, że nie jest do siebie podobna. Sięgnęła jeszcze po kredkę do oczu i dla uzupełnienia efektu dorysowała sobie pieprzyk na policzku. Jej normalnie piwne oczy miały teraz barwę niebieską. Idealnie. 

Wzięła tylko torebkę, do której schowała sznurek i taśmę. To powinno wystarczyć.
Pełna dobrych myśli opuściła pensjonat i udała się do budynku, w którym mieszkał Gordon. Postanowiła udawać zagubioną. Weszła do holu i rozglądając się podeszła do recepcji. Za ladą siedział portier, który widząc ją westchnął zniecierpliwiony i tęsknie spojrzał na zegar. Miała ochotę się uśmiechnąć pod nosem, ale tyko spojrzała na niego jak na wybawce.

- Jak dobrze, że pana widzę.  - Westchnęła. Jej wzrok zatrzymał się na krótką chwile na monitorze, a potem wróciła spojrzeniem na twarz recepcjonisty. 

- Proszę mi wybaczyć,  ale ja właśnie.. – Zaczął mówić i podniósł się nie zauważając jej prześlizgującego się wzroku. 

- Bardzo potrzebuje skorzystać z toalety. Jestem tu przejazdem, nie będę wyjmowała pokoju. – Wtrąciła niecierpliwie. Recepcjonista zamilkł i przez chwilę bił się myślami. 

- Dobra, niech pani idzie tym korytarzem i skręci  w prawo. – W końcu oznajmił niechętnie i wręczył jej klucz. – Ja idę na przerwę, proszę potem położyć klucz na ladzie. 

- Dobrze, nie ma problemu. – Rzuciła jeszcze podziękowanie i odeszła od recepcji. Weszła w korytarz i udała, że skręca w prawo. Zatrzymała się za rogiem i wychyliła się  zza niego niezauważalnie. Odczekała aż mężczyzna zniknie za zakrętem, a potem zwinnie wróciła i wślizgnęła się na schody prowadzące na piętro, po drodze podrzucając klucz na ladę. 

Zauważyła windę, więc spokojnym krokiem podeszła do niej i wcisnęła guzik. W hotelu nie było kamer. Zdążyła to zauważyć wchodząc do holu, a potem jeszcze raz się upewniła przy recepcji. Mogła, więc spokojnie się przemieszczać. Musiała tylko uważać na recepcjonistę. 

Drzwi windy się otworzyły. Weszła do środka i wcisnęła guziczek z odpowiednim. Wcześniej dowiedziała się w jakim pokoju Gordon jest zameldowany, więc nie musiała ryzykować sprawdzaniem tego na miejscu. Kiedy wjechała na odpowiednie piętro, wysiadła i na wyczucie skręciła w prawo. Kierując się numerkami na drzwiach dotarła pod właściwy pokój. Zapukała. 

- Kto tam? 

- Room servis. – Odpowiedziała uprzejmie. Drzwi się otworzyły, a w progu stanął nie kto inny niż pan Gordon we własnej osobie. Uśmiechnęła się. 

- Nic nie zamawiałem. – Powiedział znudzony i zmierzył ją wzrokiem. Oczy mu się zaświeciły. – Ale może wejdziesz na chwilę. Mam pełny barek. – Spojrzał na nią znacząco.

- Oh, z przyjemnością. – Podchwyciła i weszła do środka. Studencina sam stworzył idealny pretekst. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły przyparła go przodem do ściany i wyciągnęła z torebki sznur. 

- Ostra. Lubię takie. – Nic sobie z tego nie robiąc zaśmiał się przybierając niski ton mający uchodzić w jego mniemaniu za seksowny. 

- Tak? – Zamruczała mu do ucha. 

- O tak! 

- A znasz jakieś pozycje? Bo ja mam jedną taką. Ulubioną. 

- A jaką? – Zapytał podekscytowany. Skrępowała jego ręce sznurem i pociągnęła go na ziemię. Usiadła okrakiem na jego udach i pochyliła się do jego twarzy. 

- Koperty. Mówi  ci to coś? – Powiedziała, a Brandon momentalnie zbladł i spojrzał na nią wielkimi oczami domyślając się o co chodzi. Wbiła w niego twardy wzrok. – Odpowiedz! 

- T-tak. – Odpowiedział. 

- O, no popatrz. – Uniosła lewy kącik ust, a potem spoważniała. – Dla kogo pracujesz? – Zapytała domyślając się, że nie on jest jej prawdziwym celem. 

- Nic nie powiem. – Odpowiedział, a ona tylko uniosła wysoko brwi i jednym ruchem odwróciła go na brzuch. Sięgnęła za koniec sznura i związała mu nogi w kostkach, a później podniosła się i podeszła do barku. 

- Jesteś pewien, że nie chcesz współpracować? – Zapytała spokojnie wodząc oczami po nazwach trunku. Sięgnęła po jedną butelkę i odwróciła się w jego stronę. Milczał, więc powtórzyła pytanie. – Więc? 

- Gówno ode mnie wyciągniesz. 

- Mówiłeś, że masz pełen barek. Rzeczywiście imponujący. – Stwierdziła udając, że nie słyszała jego odpowiedzi. – Co o tym myślisz? – Spytała podstawiając mu alkohol przed twarz. Odpowiedziało jej milczenie. Westchnęła i podniosła się z kucek. Wyciągnęła szklankę i nalała sobie trochę trunku.

– Pachnie dobrze. – Ciągnęła swój monolog. Wypiła wszystko naraz i otrzepało ją lekko. – Łoohh…daje mocnego kopa. Piłeś? – Spytała znów się do niego zbliżając. Gordon tylko patrzył na nią ze zdziwieniem zmieszanym z niepokojem. Dzielnie jednak tkwił w ciszy. Pokręciła głową. 

- No to trzeba to zmienić. – Gwałtownym ruchem uniosła go za brodę i siłą otworzyła usta. – Na zdrowie. – Powiedziała i przechyliła butelkę wlewając ciecz prosto do jego gardła. Chłopak zaczął się krztusić. Po chwili odsunęła się dając mu chwilę na odpoczynek.

- Więc jak będzie? – Poklepała go po policzku przyjaźnie. – Powiesz mi dla kogo pracujesz? 

- Nie wiem. – Odpowiedział słabo patrząc na nią spod przymkniętych powiek. Pokręciła głową. 

- Zła odpowiedź. – Powiedziała i znów podniosła butelkę w górę. 

- Nie, nie. Czekaj! – Zareagował w jednej chwili odzyskując siły. Popatrzyła na niego z wyczekiwaniem, ale butelkę nie opuściła. Tak w razie czego. 

- Słucham. Jednak masz coś do powiedzenia? 

- Kevin Taylor. – Odpowiedział zrezygnowany i wyraźnie zawstydzony, że dał się złamać. Uśmiechnęła się i pogłaskała go po policzku. 

- I co? Trudno było? Dobra robota – Popatrzyła na niego i sięgnęła po stojący na stoliku wazon.  - A teraz dobranoc. – Dodała i uderzyła go szkłem w skroń. Student padł nieprzytomny. 

Westchnęła i podniosła się. Wlała w niego tyle alkoholu, że raczej mało co będzie pamiętał z dzisiejszej nocy, ale wołała się upewnić i dać sobie czas na wytropienie Taylora. Odłożyła wazon na miejsce i wytarła chusteczką miejsce gdzie dotknęła do palcami. Sznur odwiązała i schowała do torebki. Chłopak nie będzie miał widocznych śladów po jej wizycie. Wszystko zaplanowała tak, żeby nikt nawet nie pomyślał, że mogłaby to być ona. Nawet sznur zawiązała tak by nie zostawił śladów. Teraz tylko musiała czym prędzej opuścić hotel. Rozejrzała się dookoła za drogą ucieczki. Jej wzrok padł na drzwi prowadzące na balkon. Uśmiechnęła się pod nosem. 

___________________

Przepraszam. Wynagrodzę wam to. Obiecuję.